piątek, 15 sierpnia 2014

Od Mei Misaki

Po niebie mknęły czarne chmury, ludzie w mieście zaczęli uciekać do domów, inni zaś rozkładali swoje parasolki. Mei Misaki nic sobie z tego nie robiła, lubiła gdy pada deszcz, lubiła przebywać wtedy na dworze. Lekko opadające krople na wszystko w okół, sprawiały że choć na chwilę zapominała o tym, co się wydarzyło. 
Siedziała na ławce, umieszczonej koło rzeki i po cichu obserwowała cały chaos. Czasem zdarzyło się, że ktoś na nią spojrzał. Ich oczy pokazywały zdziwienie, nienawiść i... przerażenie. Uważano ją za przeklętą, a jej dziwne zachowanie, ta tajemniczość, blada biała skórka i opaska na oku sprawiało, że każdy nie miał co do tego wątpliwości. 
Z nieba spadły pierwsze krople. Na ulicach zrobiło się pusto, czasem można było ujrzeć mieszkańców wychodzących ze sklepu i biegnących w stronę swoich domów, czasem też uczniów wracających ze szkoły. 
Misaki nie musiała chodzić do szkoły. Każdy udawał, że nie istnieje. To ich chroniło od klątwy, uznali po prostu, że to ona jest martwa. Lekceważenie - dla każdego była by to męka, jednak ta dziewczyna nic sobie z tego nie robiła. Nawet trochę się cieszyła, nie musiała nic robić.
Ulica zupełnie zrobiła się pusta...Jednak..Ktoś ją obserwował. Ktoś siedział po drugiej stronie rzeki, ukryty za wielkim drzewem. Jakaś dziewczyna patrzyła na nią ciekawskim wzrokiem. Właśnie, ciekawskim, nie przerażonym, nie pełnym nienawiści, ale ciekawym. Dziwne.
Mei zdziwiona tą sytuacją podniosła się z ławki i wzięła do ręki wszystkie swoje szkicowniki. Odwróciła się tyłem od jej obserwatora, lecz gdy zrobiła kilka kroków w przód, obejrzała się. 
-Nie ma jej. - powiedziała do siebie, wcale nie zdziwiona. Pewnie już poszła do swojego domu, ukrywała się tylko za drzewem by poczekać aż deszcz chociaż trochę przestanie padać. Nic dziwnego, nic.
Powoli zaczęła ruszać w stronę swojego domu. Nie lubiła tam przebywać. Nie lubiła przebywać w towarzystwie Kiriki, swojej "matki". Ale już pora, zaraz będzie obiad. Kirika będzie zła jak nie przyjdzie. 

Dotarła już pod drzwi. Miała już je odtworzyć je, ale poczuła jakiś ruch za plecami. Szybko spojrzała za siebie. Nikogo nie było. Wróciła do swojej poprzedniej pozy i nacisnęła klamkę.
-Hej. - Nagle za nią rozległ się czyiś głos.
Powoli się odwróciła i spojrzała na dziewczynę. Była wzrostu Mei, jej owalną twarz okalały czerwone, dość długie włosy z długą grzywką nachodzącą na jej czerwone i chytre oczy. To ta dziewczyna, którą widziała nad rzeką. 
Przyjrzała jej się z ciekawością i nagle zatrzymała się na opasce. Mei widząc to, zakryła ją lewą ręką i spojrzała w dół.
-Cześć. - powiedziała szybko, swoim cichym piskliwym głosem.
- Jestem Lucy, a ty? - wyciągnęła do niej rękę.
Mei podniosła wreszcie głowę i przyjrzała się jej prawym okiem. 
- Mei, Misaki Mei - odpowiedziała, ale nie podała jej ręki, za to szybko weszła do swojego domu. - Jeszcze nikt Ci o mnie nie opowiadał...?
- Nie, nie słyszałam.
- Radzę Ci mnie unikać. - powiedziała - Bo inaczej źle się to skończy.
Sięgnęła do drzwi, pociągnęła je i już prawie je zamknęła, gdy nagle znalazła się na niej ręka Lucy. 
- Czekaj, chcę z Tobą porozmawiać - posłała jej nieszczery uśmiech.

(Lucy, czy będziesz tak miła i dokończysz?)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz