W domu Lucy panował półmrok. Gdzieniegdzie widać było blade promienie
padające na podłogę, która nie była już błyszcząca jak kiedyś.
Słychać było również czasem krople deszczu spadające z dziurawego
sufitu, które wiecznie kapały na ,głowę Lucy, chociaż ,był to słoneczny
dzień bez deszczu. Spoglądała ciągle to na ściany, to na sufit.
Powoli zbliżała się do drzwi wyjściowych złapała za klamkę i ją przekręciła.
Wyszła z domu powolnym krokiem.Na prawo ,było widać bawiące się dzieci
w słońcu spoglądające na nią.A na lewo było widać cichy i spokojny park.
Ruszyła w stronę parku z opuszczoną głową.Podniosła głowę i nikogo nie widziała
chociaż słyszała przerażone krzyki dziewczyny.Pobiegła z tymi krzykami
nagle wpadł na nią chłopak.
Lucy chciała do niego bliżej podejść ,lecz potknęła
się o kamień i przypadkowo pocałowała go...Szybko oderwała się od
pocałunku.Popatrzała mu się w oczy i uderzyła go z całej siły w prawy
policzek.Odwróciła się i zaczeła uciekać do domu...
-Senri ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz