Lucy nie wiedziała co powiedzieć...Popatrzała na dom Mei i ,odeszła...
*Następnego dnia*
Luc idzie na arenę pobyć sama...Stała na środku areny ,nagle usłyszała
czyjeś kroki...Obejrzała się w około nikogo nie było ,nagle z ciemności
wszedł mężczyzna.Podszedł do Lucy od tyłu...Ręką zasłonił buzię
Luc ,powalił ją na ziemie i następnie zawiązał opaskę na jej oczy...Mężczyzna nie
wiedział ,że Mei obserwuje to całe zdarzenie z ,ukrycia.Lucy szarpała
się ,lecz to nie pomogło.Przełożył ją przez ranię i uciekł z miejsca zdarzenia
Mei podążała za nim ,aby dowiedzieć się o co w tym chodzi...Mężczyzna
dotarł do dziwnego budynku...Mei nie zauważona ,weszła do środka za nim.
Mężczyzna zaniósł ją do *jakby* izolatki.Założył dziwny hełm wyglądający
tak :
-Mei ?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz