(Ps.Ala zmieniam technikę pisania ,bo wcielamy się w Anime/Manga.I jeszcze jedno Lucy nie jest psychopatką.xd)
Czekałam całą noc wpatrują się w to jedne okno ,był mocny wiatr było zimno i mokro ,przez
delikatny deszcz.Czasami liście upadały na moją bladą twarz.Aż w końcu Senri wyszedł z
domu wczesnego ranka.Coraz bardziej gnębiło mnie uczucie zemsty nie mogłam nad tym
panować.Rozglądał się na około.A ja wpatrują się w ,każdy jego ruch.Szedł w moją stronę
ja stanęłam na przeciwko jego z pustym wzrokiem patrzałam się na jego wampirzą twarz
,która nie okazywała zainteresowania mną.
- Możesz się przesunąć ?-Powiedział od niechcenia.
Ja nie odpowiadałam.Koło mnie stało czerwone auto ,moje niewidzialne ręce podniosły
samochód i uniosły go do góry.Wyglądało to jakby samochód unosił się nad mną.
Ręce powoli chciały zrzucić na Senrie'go auto ,lecz ręce przypadkowo upuściły pół tono-
samochód na mnie.
(Senri ?)
sobota, 30 sierpnia 2014
piątek, 22 sierpnia 2014
Od Senrie'go - CD historii Lucy
- I jak ci poszło? - właśnie opierała się na czerwonej kanapie i powoli piła coś czerwonego w dość dużym kieliszku. - Szybko wróciłeś.
- Był zabity, nie musiałem nic robić. - usiadł koło niej - Więcej czasu dla nas.
Rima rzadko się uśmiechała, praktycznie w cale, jednak przy Senrim było to dla niej niemożliwe. Cieszyła się, że z nim jest. Przysunęli się do siebie i już miało coś się zdarzyć, kiedy to on to wszystko zepsuł. ON, czyli "IDOL", przyjaciel ze szkoły partnerów.
- SHIKI!!! - wpadł z uśmiechem do pokoju - Mam dla Ciebie kieliszek krwi z urodzin jednego z tutejszych bogaczy. Nie było cię, więc postanowiłem Ci wziąć! - postawił kieliszek na jego stole.
Para odsunęła się od siebie i ponurym wzrokiem wpatrywali się w kolegę.
- No co? Źle zrobiłem? - zawiódł się trochę, widząc to.
Shiki westchnął.
- Nie, bardzo Ci dziękuję, a teraz proszę Cię, żebyś już poszedł. - powiedział
- Oczywiście, życzę udanej nocy! - wyszedł
*******
Czerwono włosa dziewczyna wpatrywała się w okno, znajdującym się na 5 piętrze. Mimo, że było przyciemnione by nie wpuszczać światła i nic nie było przez nie widać, ona i tak z ukrycia patrzyła w tamte miejsce. Czekała aż on wyjdzie. Czekała by zemścić się za jego słowa.
Na samą tą myśl, na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech, w oczach pojawiła się ekscytacja, a z jej ust wydobywał się cichy śmiech.
(Lucy? ;d)
- Był zabity, nie musiałem nic robić. - usiadł koło niej - Więcej czasu dla nas.
Rima rzadko się uśmiechała, praktycznie w cale, jednak przy Senrim było to dla niej niemożliwe. Cieszyła się, że z nim jest. Przysunęli się do siebie i już miało coś się zdarzyć, kiedy to on to wszystko zepsuł. ON, czyli "IDOL", przyjaciel ze szkoły partnerów.
- SHIKI!!! - wpadł z uśmiechem do pokoju - Mam dla Ciebie kieliszek krwi z urodzin jednego z tutejszych bogaczy. Nie było cię, więc postanowiłem Ci wziąć! - postawił kieliszek na jego stole.
Para odsunęła się od siebie i ponurym wzrokiem wpatrywali się w kolegę.
- No co? Źle zrobiłem? - zawiódł się trochę, widząc to.
Shiki westchnął.
- Nie, bardzo Ci dziękuję, a teraz proszę Cię, żebyś już poszedł. - powiedział
- Oczywiście, życzę udanej nocy! - wyszedł
*******
Czerwono włosa dziewczyna wpatrywała się w okno, znajdującym się na 5 piętrze. Mimo, że było przyciemnione by nie wpuszczać światła i nic nie było przez nie widać, ona i tak z ukrycia patrzyła w tamte miejsce. Czekała aż on wyjdzie. Czekała by zemścić się za jego słowa.
Na samą tą myśl, na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech, w oczach pojawiła się ekscytacja, a z jej ust wydobywał się cichy śmiech.
(Lucy? ;d)
niedziela, 17 sierpnia 2014
Od Lucy-CD Historii Senri Shiki
-W ogóle nie jestem ''mutantem'' ,żyje jak każdy
mam po prostu takie moce jak ci nie pasuje to mnie
zabij...-Powiedziała złośliwie.
-Szkoda marować czasu na ciebie... -Odpowiedział jakby
chciał ,już zakączyć rozmowę.Lecz Lucy nie poddawała się.
-A ty myszlisz ,że jesteś najlepszy..? - mówiła ze łzami w oczach.
Ale on nie interesował się ją...Co ,ją wkurzyło.
Lucy wzięła pistolet i skierowała na niego...
Lecz Shiki wytrącił jej broń.I delikatnie zranił
jej rękę...
-Ciesz się lepiej ,że masz lepsze życie ode mnie.Wiem ,że
jesteś Wampirem.-Shiki szedł do przodu nie zwracając uwagi
na Lucy.
-Shiki?
mam po prostu takie moce jak ci nie pasuje to mnie
zabij...-Powiedziała złośliwie.
-Szkoda marować czasu na ciebie... -Odpowiedział jakby
chciał ,już zakączyć rozmowę.Lecz Lucy nie poddawała się.
-A ty myszlisz ,że jesteś najlepszy..? - mówiła ze łzami w oczach.
Ale on nie interesował się ją...Co ,ją wkurzyło.
Lucy wzięła pistolet i skierowała na niego...
Lecz Shiki wytrącił jej broń.I delikatnie zranił
jej rękę...
-Ciesz się lepiej ,że masz lepsze życie ode mnie.Wiem ,że
jesteś Wampirem.-Shiki szedł do przodu nie zwracając uwagi
na Lucy.
-Shiki?
Od Senri Shiki - CD historii Lucy
Rima zaczęła piorunować wzrokiem czerwonowłosą dziewczynę, za to Senri nic sobie z tego nie robił. Właściwie nic go nie obchodziło. No może jedna rzecz...A raczej ktoś: Rima Toya -najwspanialsza osoba którą zna. Ta która motywowała go do walki ze swoim ojcem i w końcu wyrzucił go ze swojego ciała. Nie lubi myśleć o tym, co zrobił jego ojciec przez ten czas. Nie lubił myśleć o tym, że tak skrzywdził jego przyjaciół, tym bardziej ją.
- Ludzie...-prychnęła i oparła się o ramię swojego partnera - Kolejna fanka, która udając, że się potyka "niechcący" cię pocałowała, czy na prawdę te istoty są takie niezdarne?
Spojrzała na jego czerwony policzek.
- Głupia, głupia dziewucha - pomyślała i jednym dotknięciem sprawiła, że czerwień zniknęła.
- Niedługo 12, trzeba powoli się zbierać. - stanął i popatrzył na słodką, czerwoną parasolkę. Jest Vampirem, nie lubi przebywać na słońcu, jak każdy inny. Jednak dzięki niej, razem ze swoją partnerką może co jakiś czas wyjść na dzienne słońce.
- Po za tym... - w jego głosie było słychać niedoczekanie - Dziś dzień prawdziwego karmienia. Rima, wreszcie dostaniemy prawdziwą krew.
Oboje oblizali swoje wargi, lekko przy tym pokazując swoje kły. Przez długi czas przez głupie prawo nie mieli dostępu do krwi, musieli pić tą nieprawdziwą. Nie przypominała wcale tej prawdziwej. Teraz...Gdy na tron wszedł ktoś inny, wszystko się zmieniło. Uprowadzono kilku "karmicieli". 1 karmiciel na 10 wampirów dziennie. Jest to bezpieczne, gdyż krew karmiciela nigdy nie jest dopijania do końca i na następny dzień ma znów dość dużą porcje krwi by znów wykarmić wampiry.
Ruszyli w stronę ich mieszkania.
22.22 - park
- ul. Nilibamba, stary kościół. Znajduję się tam wampir poziomu E. Powodzenia - w jego słuchawce rozległ się kobiecy, melodyjny głos urzędniczki, który po chwili przemienił się w ciche "Pip, pip" oznaczające koniec informacji.
- Zgaduję, znów musisz upolować jakiegoś wampira? - westchnęła Rima - Czy nigdy nie dadzą Ci spokoju?
Senri jest łowcą wampirów, które dostały szału i zabijały wszystkich i wszystko w okół, nieustannie pragnąć krwi. Tak zwany poziom E.
- Niestety, niedługo do Ciebie wrócę - szybko pocałował ją w policzek i zaczął iść w stronę kościoła. Akurat musiał tam...
22.35 - kościół
Z czubków palców wskazujących wyskoczyły baty. Pełne przygotowanie. Wyważył drzwi, przygotowany na atak, ale gdy już wszedł ujrzał wampira poziome E na podłodze. Swoimi batami podniósł go i podszedł bliżej. Martwy.
- Kim ty jesteś?! - za sobą usłyszał czyiś głos i ruch, który zaraz miał zadać mu cios. Zirytowany puścił ciało odwrócił się i schwytał jej ręce. 4 ręce.
- Znów jakiś mutant, czy ludziom nigdy nie znudzi się eksperymentować? - pomyślał i westchnął - Mają skażoną krew, są nie potrzebne.
- To ty. - spojrzała na niego wrogo
- Och, nie moja wina, że na mnie wpadłaś. -zaczął iść, nadal trzymając ją w batach - Nie trzeba było być takim niezdarnym. I dzięki za zabicie go - wskazał palcem na ciało - mam więcej czasu dla Rimy, żegnaj.
Wyszedł z kościoła, a jego krew zaczęła do niego powracać. Dziewczyna znów była uwolniona. Zaczęła za nim iść.
(Lucy?)
Od Lucy
W domu Lucy panował półmrok. Gdzieniegdzie widać było blade promienie
padające na podłogę, która nie była już błyszcząca jak kiedyś.
Słychać było również czasem krople deszczu spadające z dziurawego
sufitu, które wiecznie kapały na ,głowę Lucy, chociaż ,był to słoneczny
dzień bez deszczu. Spoglądała ciągle to na ściany, to na sufit.
Powoli zbliżała się do drzwi wyjściowych złapała za klamkę i ją przekręciła.
Wyszła z domu powolnym krokiem.Na prawo ,było widać bawiące się dzieci
w słońcu spoglądające na nią.A na lewo było widać cichy i spokojny park.
Ruszyła w stronę parku z opuszczoną głową.Podniosła głowę i nikogo nie widziała
chociaż słyszała przerażone krzyki dziewczyny.Pobiegła z tymi krzykami
nagle wpadł na nią chłopak.
Lucy chciała do niego bliżej podejść ,lecz potknęła
się o kamień i przypadkowo pocałowała go...Szybko oderwała się od
pocałunku.Popatrzała mu się w oczy i uderzyła go z całej siły w prawy
policzek.Odwróciła się i zaczeła uciekać do domu...
-Senri ?
padające na podłogę, która nie była już błyszcząca jak kiedyś.
Słychać było również czasem krople deszczu spadające z dziurawego
sufitu, które wiecznie kapały na ,głowę Lucy, chociaż ,był to słoneczny
dzień bez deszczu. Spoglądała ciągle to na ściany, to na sufit.
Powoli zbliżała się do drzwi wyjściowych złapała za klamkę i ją przekręciła.
Wyszła z domu powolnym krokiem.Na prawo ,było widać bawiące się dzieci
w słońcu spoglądające na nią.A na lewo było widać cichy i spokojny park.
Ruszyła w stronę parku z opuszczoną głową.Podniosła głowę i nikogo nie widziała
chociaż słyszała przerażone krzyki dziewczyny.Pobiegła z tymi krzykami
nagle wpadł na nią chłopak.
Lucy chciała do niego bliżej podejść ,lecz potknęła
się o kamień i przypadkowo pocałowała go...Szybko oderwała się od
pocałunku.Popatrzała mu się w oczy i uderzyła go z całej siły w prawy
policzek.Odwróciła się i zaczeła uciekać do domu...
-Senri ?
sobota, 16 sierpnia 2014
Od Lucy - CD Historii Mei Misaki
Lucy została z tym wszystkim sama.Nie miał jej nikt wysłuchać
nikt nie wiedział, co przeżyła na tym świecie.Wszyscy uznali
ją za ,niebezpieczną.Nagle słabe echo rozchodzi się po ,całym
budynku .Co zmartwiło Luc...Po chwili zauważyła ,że ktoś szarpię za klamkę.
W pokoju w którym była zamknięta.Lucy siedziała cicho obawiając się ,że ktoś ją zabije.
Lecz to była tylko Mei kiedy weszła do pokoju spytała się
-I co, miło cierpieć jak twoje ofiary? Czy tak ciężko to przerwać...? - Przybliżała się do niej powolnym krokiem.
Lucy odpowiedziała:
-Mogę ci opowiedzieć dlaczego taka jestem...-Mówiła ze łzami w oczach.Mei popatrzała się na
nią i ulitowała się nad Lucy.Pokiwała lekko głową i usiadła na przeciwko Lucy.
Ona pokazuje jej kartkę z jej historią:
Historia rozpoczyna się od pokazania nam młodej dziewczyny
o imieniu Lucy, uciekającej w dziwnych okolicznościach z umieszczonego
na wyspie u wybrzeży Kamakury laboratorium naukowego. Dziewczyna wydostaje
się stamtąd, zabijając przy tym dużą liczbę strażników przy użyciu swych
nadprzyrodzonych mocy. Trafiona kulą z karabinu przeciwczołgowego w dziwny
hełm, który ma na głowie, wpada z klifu do wody, dzięki czemu wydostaje się z
wyspy. Lucy jest Dicloniusem – istotą podobną do człowieka, mającą jednak na
głowie dwa małe rogi, przypominające nieco kocie uszy. Dicloniusy zawdzięczają
telekinetyczne moce „vectorom” – wyrastającym im z pleców niewidzialnym ramionom,
stanowiącym potężną broń.Dzień po ucieczce Lucy chłopak o imieniu Kouta
przybywa do Kamakury, by spotkać się ze swą kuzynką, Yuką. Chce on
studiować w lokalnym uniwersytecie, dostaje więc zakwaterowanie w postaci
starego zajazdu należącej do rodziny Yuki pod warunkiem spełniania w nim
obowiązków dozorcy. Gdy chłopak w końcu spotyka kuzynkę, udaje się wraz z nią
na plażę, którą ostatnio odwiedzał, gdy był jeszcze dzieckiem. Dwójka bohaterów
nieoczekiwanie znajduje nad brzegiem morza nagą, krwawiącą dziewczynę. Jest nią Lucy,
która w wyniku urazu głowy spowodowanego postrzeleniem wykształciła w sobie podwójną
osobowość. W przeciwieństwie do okrutnej i wręcz sadystycznej Lucy jej druga osobowość
jest niezwykle łagodna, nieszkodliwa i na początku niebędąca w stanie wymówić niczego
poza „Nyū”. Nie wiedząc co z nią zrobić, Kouta i Yuka biorą dziewczynę do opustoszałego
hotelu, w którym odtąd ma mieszkać chłopak, i opiekują się nią, nadając jej
imię Nyū. Yuka szybko decyduje, iż najlepiej będzie, jeśli zamieszka w
zajeździe razem z kuzynem i Nyū.Kouta, Nyū i Yuka zaczynają przyzwyczajać się do
mieszkania w zajeździe, a główna bohaterka zaczyna pogłębiać stłumione w Koucie bolesne
wspomnienia z jego przeszłości. Tymczasem laboratorium, gdzie Lucy była przetrzymywana,
zaczyna wysyłać zarówno ludzi, jak i Dicloniusy, których celem jest schwytanie dziewczyny.
Kiedy zabito Kouta.Lucy stała się nie bezpieczna.Pragneła zęmsty.
-Mei ?
nikt nie wiedział, co przeżyła na tym świecie.Wszyscy uznali
ją za ,niebezpieczną.Nagle słabe echo rozchodzi się po ,całym
budynku .Co zmartwiło Luc...Po chwili zauważyła ,że ktoś szarpię za klamkę.
W pokoju w którym była zamknięta.Lucy siedziała cicho obawiając się ,że ktoś ją zabije.
Lecz to była tylko Mei kiedy weszła do pokoju spytała się
-I co, miło cierpieć jak twoje ofiary? Czy tak ciężko to przerwać...? - Przybliżała się do niej powolnym krokiem.
Lucy odpowiedziała:
-Mogę ci opowiedzieć dlaczego taka jestem...-Mówiła ze łzami w oczach.Mei popatrzała się na
nią i ulitowała się nad Lucy.Pokiwała lekko głową i usiadła na przeciwko Lucy.
Ona pokazuje jej kartkę z jej historią:
Historia rozpoczyna się od pokazania nam młodej dziewczyny
o imieniu Lucy, uciekającej w dziwnych okolicznościach z umieszczonego
na wyspie u wybrzeży Kamakury laboratorium naukowego. Dziewczyna wydostaje
się stamtąd, zabijając przy tym dużą liczbę strażników przy użyciu swych
nadprzyrodzonych mocy. Trafiona kulą z karabinu przeciwczołgowego w dziwny
hełm, który ma na głowie, wpada z klifu do wody, dzięki czemu wydostaje się z
wyspy. Lucy jest Dicloniusem – istotą podobną do człowieka, mającą jednak na
głowie dwa małe rogi, przypominające nieco kocie uszy. Dicloniusy zawdzięczają
telekinetyczne moce „vectorom” – wyrastającym im z pleców niewidzialnym ramionom,
stanowiącym potężną broń.Dzień po ucieczce Lucy chłopak o imieniu Kouta
przybywa do Kamakury, by spotkać się ze swą kuzynką, Yuką. Chce on
studiować w lokalnym uniwersytecie, dostaje więc zakwaterowanie w postaci
starego zajazdu należącej do rodziny Yuki pod warunkiem spełniania w nim
obowiązków dozorcy. Gdy chłopak w końcu spotyka kuzynkę, udaje się wraz z nią
na plażę, którą ostatnio odwiedzał, gdy był jeszcze dzieckiem. Dwójka bohaterów
nieoczekiwanie znajduje nad brzegiem morza nagą, krwawiącą dziewczynę. Jest nią Lucy,
która w wyniku urazu głowy spowodowanego postrzeleniem wykształciła w sobie podwójną
osobowość. W przeciwieństwie do okrutnej i wręcz sadystycznej Lucy jej druga osobowość
jest niezwykle łagodna, nieszkodliwa i na początku niebędąca w stanie wymówić niczego
poza „Nyū”. Nie wiedząc co z nią zrobić, Kouta i Yuka biorą dziewczynę do opustoszałego
hotelu, w którym odtąd ma mieszkać chłopak, i opiekują się nią, nadając jej
imię Nyū. Yuka szybko decyduje, iż najlepiej będzie, jeśli zamieszka w
zajeździe razem z kuzynem i Nyū.Kouta, Nyū i Yuka zaczynają przyzwyczajać się do
mieszkania w zajeździe, a główna bohaterka zaczyna pogłębiać stłumione w Koucie bolesne
wspomnienia z jego przeszłości. Tymczasem laboratorium, gdzie Lucy była przetrzymywana,
zaczyna wysyłać zarówno ludzi, jak i Dicloniusy, których celem jest schwytanie dziewczyny.
Kiedy zabito Kouta.Lucy stała się nie bezpieczna.Pragneła zęmsty.
-Mei ?
Od Mei Misaki - CD historii Lucy
Szarość, wszędzie otaczała ją szarość. Przez nieliczne okna wpadało światło, co sprawiało, że metal zaczął się błysnąć i oślepiać Mei. Wszystko było tu z tego materiału, wszystko.
- Co to za miejsce? - pomyślała, starannie badając teren.
Budynek stał dość daleko za miastem, starannie ukryty przed oczami gapiów. Otaczały go liczne drzewa, tworzące mieszany las, a całość chroniła rzeka. Kto chciał się tu dostać, to miał 2 opcje:
•Przepłynąć rzekę;
•Przelecieć przez nią.
Ale nie, wyspa została wyposażona w ogrom pułapek. Ktoś, kto nie zapoznał się z terenem, bądź nie jest ostrożny i nie zna się na nich, został by złapany i zabity przy pierwszym stawionym krokiem na ziemi. Jakimś cudem dziewczynie udało się nie natrafić na żadną, gdy szła po cichu śladami mężczyzny.
Teraz, gdy mężczyzna już poszedł, Mei usiadła na jednym schodku i przyglądała się otoczeniu. Nie pomagała Lucy.
-WYPUŚĆ MNIE, TY, TY...WSTRĘTNY...! - co jakiś czas dochodziły do niej jej wrzaski, ale ona siedziała i nic nie robiła.
Co by za to miała? Co by było jak by ją wypuściła? Jest niebezpieczna dla ludzi, może pozabijać mieszkańców jej miasta, jej rodzinę... Nie lubiła kiedy ktoś ginie. Przez to cierpi wiele osób, a ta jedna osoba traci swoją jedyną szanse na życie.
Wie jak to cierpieć, współczuję więc osobą, którzy doświadczają tego co ona.
Wreszcie podeszła do pomieszczenia w której siedziała. Lucy usłyszała to i ponownie zaczęła się szarpać i krzyczeć.
- UWOLNIJ MNIE LEPIEJ, TO BĘDĘ DELIKATNIEJSZA, GDY CIĘ JUŻ DORWĘ! - potem zaśmiała się szyderczym śmiechem - Boisz się mnie i chcesz mnie unicestwić? Nie dasz rady!
Jej śmiech zaczął roznosić się po całym budynku.
Za dużo energii do zabijania, Mei była zirytowana jej zachowaniem.
- To co czynisz jest złe. - wreszcie odezwała się swoim cichym głosem - Każda istota zasługuję na życie, a ty im to zabierasz. Czemu? Bo stało się coś złego i od razu musisz sprawiać by inni też cierpieli. Bez powodu.
- Mei? - jej głos momentalnie zrobił się przytulny - ale nie szczery - Nie wygaduj takich bzdur, a teraz jak możesz, wypuść mnie...
Nie odpowiedziała, zaczęła się oddalać od Lucy.
- Mei? Gdzie idziesz, po jakiś klucz, czy coś? - przeraziła się na myśl, że ją zostawi - MEI?!
- Nie pomogę Ci. Nie zasługujesz na wolność. - powiedziawszy to, wyszła.
(Lucy?)
piątek, 15 sierpnia 2014
Od Lucy CD Mei Misaki
Lucy nie wiedziała co powiedzieć...Popatrzała na dom Mei i ,odeszła...
*Następnego dnia*
Luc idzie na arenę pobyć sama...Stała na środku areny ,nagle usłyszała
czyjeś kroki...Obejrzała się w około nikogo nie było ,nagle z ciemności
wszedł mężczyzna.Podszedł do Lucy od tyłu...Ręką zasłonił buzię
Luc ,powalił ją na ziemie i następnie zawiązał opaskę na jej oczy...Mężczyzna nie
wiedział ,że Mei obserwuje to całe zdarzenie z ,ukrycia.Lucy szarpała
się ,lecz to nie pomogło.Przełożył ją przez ranię i uciekł z miejsca zdarzenia
Mei podążała za nim ,aby dowiedzieć się o co w tym chodzi...Mężczyzna
dotarł do dziwnego budynku...Mei nie zauważona ,weszła do środka za nim.
Mężczyzna zaniósł ją do *jakby* izolatki.Założył dziwny hełm wyglądający
tak :
-Mei ?
*Następnego dnia*
Luc idzie na arenę pobyć sama...Stała na środku areny ,nagle usłyszała
czyjeś kroki...Obejrzała się w około nikogo nie było ,nagle z ciemności
wszedł mężczyzna.Podszedł do Lucy od tyłu...Ręką zasłonił buzię
Luc ,powalił ją na ziemie i następnie zawiązał opaskę na jej oczy...Mężczyzna nie
wiedział ,że Mei obserwuje to całe zdarzenie z ,ukrycia.Lucy szarpała
się ,lecz to nie pomogło.Przełożył ją przez ranię i uciekł z miejsca zdarzenia
Mei podążała za nim ,aby dowiedzieć się o co w tym chodzi...Mężczyzna
dotarł do dziwnego budynku...Mei nie zauważona ,weszła do środka za nim.
Mężczyzna zaniósł ją do *jakby* izolatki.Założył dziwny hełm wyglądający
tak :
-Mei ?
Od Mei Misaki - CD historii Lucy
Zdziwiła się, ale na jej twarzy nie było strachu, ani przerażenia. To była zwykła dziewczyna, stojąca nad zwykłym, martwym mężczyzną. Gorsze rzeczy widziała, więc czemu miało by ją to przerazić?
Wyszła z domu, od razu zaatakowały ją grube krople deszczu. Podeszła do nieznanego chłopaka, ukucnęła nie zwracając w cale uwagi na Lucy i przyłożyła 2 palce do jego szyi. Uznawszy, że nie żyję, wstała i popatrzyła na Lucy pustym wzrokiem.
Przyglądała się jej, znowu. Ponownie zdziwiona i ciekawska.
- Nie boisz się mnie? - spytała i odeszła powoli od ciała - Nie boisz się, że skończysz jak...on?
- Nie boję się. Sądzę, że moje życie nie będzie się za bardzo różnić od nie życia - powiedziała i następnie wskazała na ciało - Po za tym..Widziałam gorsze rzeczy od tego.
- Jak to? Na prawdę nie boisz się śmierci? - nie mogła uwierzyć. Każda jej ofiara przecież patrzyła na nią tym błagalnym wzrokiem, pełnej nadziei, że może sobie odpuści. A ona? Ona jest obojętna.
- Śmierć to nic przyjemnego. Pośrodku nieskończonej ciemności znajdujesz się sam jak palec. Jednak niezbyt różni się to od naszego życia. Nieważne, ilu zdobędzie się przyjaciół, ta pusta i tak zostanie. - omijając kałuże podeszła do domu. - Więc się nie boje.
Weszła i już miała zamknąć, ale jej się coś przypomniało.
- I już nie siedź koło mojego domu, bo i Ciebie to dopadnie.
Zostawiła ją zdezorientowaną, mokrą przed domem.
(Lucy?)
Wyszła z domu, od razu zaatakowały ją grube krople deszczu. Podeszła do nieznanego chłopaka, ukucnęła nie zwracając w cale uwagi na Lucy i przyłożyła 2 palce do jego szyi. Uznawszy, że nie żyję, wstała i popatrzyła na Lucy pustym wzrokiem.
Przyglądała się jej, znowu. Ponownie zdziwiona i ciekawska.
- Nie boisz się mnie? - spytała i odeszła powoli od ciała - Nie boisz się, że skończysz jak...on?
- Nie boję się. Sądzę, że moje życie nie będzie się za bardzo różnić od nie życia - powiedziała i następnie wskazała na ciało - Po za tym..Widziałam gorsze rzeczy od tego.
- Jak to? Na prawdę nie boisz się śmierci? - nie mogła uwierzyć. Każda jej ofiara przecież patrzyła na nią tym błagalnym wzrokiem, pełnej nadziei, że może sobie odpuści. A ona? Ona jest obojętna.
- Śmierć to nic przyjemnego. Pośrodku nieskończonej ciemności znajdujesz się sam jak palec. Jednak niezbyt różni się to od naszego życia. Nieważne, ilu zdobędzie się przyjaciół, ta pusta i tak zostanie. - omijając kałuże podeszła do domu. - Więc się nie boje.
Weszła i już miała zamknąć, ale jej się coś przypomniało.
- I już nie siedź koło mojego domu, bo i Ciebie to dopadnie.
Zostawiła ją zdezorientowaną, mokrą przed domem.
(Lucy?)
Od Lucy - CD historii Mei Misaki
Nagle Mei wyrwała się z rąk Lucy.I zatrzasneła , drzwi ...Wkurzyło
to Lucy.Siedziała przed jej domem całą noc i w jednym
oknie ,było widać cień Mei spoglądającej na Lucy...Jak na zabójce...
Nagle Lucy usneła ...Akurat padał bardzo mocy deszcz ,była cała mokra...
Kiedy Luc spała Mei wzieła ,parasolkę z domu i wyszła na dwór.Podeszła do
śpiącej Lucy i podniosła ją ,następnie zaniosła do domu.Położyła ją w
swoim pokoju.Przykryła kocem...Luc obudziła się , w domu Mei Misaki.
Otworzyła dobrze oczy i zobaczyła przed nią stojącą Mei...Lucy spytała się
-Dlaczego to zrobiłaś ? -Wstała z łóżka
-Boo...?-Mei nie mogła ,dokączyć ponieważ Lucy uciekła z jej domu...
Nagle Mei usłyszała krzyk człowieka ,podbiegła do okna i jej oczom
Ukazała się straszna scena...
-Mei ?
Od Mei Misaki
Po niebie mknęły czarne chmury, ludzie w mieście zaczęli uciekać do domów, inni zaś rozkładali swoje parasolki. Mei Misaki nic sobie z tego nie robiła, lubiła gdy pada deszcz, lubiła przebywać wtedy na dworze. Lekko opadające krople na wszystko w okół, sprawiały że choć na chwilę zapominała o tym, co się wydarzyło.
Siedziała na ławce, umieszczonej koło rzeki i po cichu obserwowała cały chaos. Czasem zdarzyło się, że ktoś na nią spojrzał. Ich oczy pokazywały zdziwienie, nienawiść i... przerażenie. Uważano ją za przeklętą, a jej dziwne zachowanie, ta tajemniczość, blada biała skórka i opaska na oku sprawiało, że każdy nie miał co do tego wątpliwości.
Z nieba spadły pierwsze krople. Na ulicach zrobiło się pusto, czasem można było ujrzeć mieszkańców wychodzących ze sklepu i biegnących w stronę swoich domów, czasem też uczniów wracających ze szkoły.
Misaki nie musiała chodzić do szkoły. Każdy udawał, że nie istnieje. To ich chroniło od klątwy, uznali po prostu, że to ona jest martwa. Lekceważenie - dla każdego była by to męka, jednak ta dziewczyna nic sobie z tego nie robiła. Nawet trochę się cieszyła, nie musiała nic robić.
Ulica zupełnie zrobiła się pusta...Jednak..Ktoś ją obserwował. Ktoś siedział po drugiej stronie rzeki, ukryty za wielkim drzewem. Jakaś dziewczyna patrzyła na nią ciekawskim wzrokiem. Właśnie, ciekawskim, nie przerażonym, nie pełnym nienawiści, ale ciekawym. Dziwne.
Mei zdziwiona tą sytuacją podniosła się z ławki i wzięła do ręki wszystkie swoje szkicowniki. Odwróciła się tyłem od jej obserwatora, lecz gdy zrobiła kilka kroków w przód, obejrzała się.
-Nie ma jej. - powiedziała do siebie, wcale nie zdziwiona. Pewnie już poszła do swojego domu, ukrywała się tylko za drzewem by poczekać aż deszcz chociaż trochę przestanie padać. Nic dziwnego, nic.
Powoli zaczęła ruszać w stronę swojego domu. Nie lubiła tam przebywać. Nie lubiła przebywać w towarzystwie Kiriki, swojej "matki". Ale już pora, zaraz będzie obiad. Kirika będzie zła jak nie przyjdzie.
Dotarła już pod drzwi. Miała już je odtworzyć je, ale poczuła jakiś ruch za plecami. Szybko spojrzała za siebie. Nikogo nie było. Wróciła do swojej poprzedniej pozy i nacisnęła klamkę.
-Hej. - Nagle za nią rozległ się czyiś głos.
Powoli się odwróciła i spojrzała na dziewczynę. Była wzrostu Mei, jej owalną twarz okalały czerwone, dość długie włosy z długą grzywką nachodzącą na jej czerwone i chytre oczy. To ta dziewczyna, którą widziała nad rzeką.
Przyjrzała jej się z ciekawością i nagle zatrzymała się na opasce. Mei widząc to, zakryła ją lewą ręką i spojrzała w dół.
-Cześć. - powiedziała szybko, swoim cichym piskliwym głosem.
- Jestem Lucy, a ty? - wyciągnęła do niej rękę.
Mei podniosła wreszcie głowę i przyjrzała się jej prawym okiem.
- Mei, Misaki Mei - odpowiedziała, ale nie podała jej ręki, za to szybko weszła do swojego domu. - Jeszcze nikt Ci o mnie nie opowiadał...?
- Nie, nie słyszałam.
- Radzę Ci mnie unikać. - powiedziała - Bo inaczej źle się to skończy.
Sięgnęła do drzwi, pociągnęła je i już prawie je zamknęła, gdy nagle znalazła się na niej ręka Lucy.
- Czekaj, chcę z Tobą porozmawiać - posłała jej nieszczery uśmiech.
(Lucy, czy będziesz tak miła i dokończysz?)
czwartek, 14 sierpnia 2014
Witajcie !
W tym blogu ,będziemy wcielali się w swoje postacie z Anime/Mangi.Pisać historie o ,ich i różne rzeczy...Tu nikt nie chodzi do pracy i szkoły tu jest wolny kraj ,ale nie aż tak wolny ...
Życzymy Miłej Zabawy !
Życzymy Miłej Zabawy !
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



