(Ps.Ala zmieniam technikę pisania ,bo wcielamy się w Anime/Manga.I jeszcze jedno Lucy nie jest psychopatką.xd)
Czekałam całą noc wpatrują się w to jedne okno ,był mocny wiatr było zimno i mokro ,przez
delikatny deszcz.Czasami liście upadały na moją bladą twarz.Aż w końcu Senri wyszedł z
domu wczesnego ranka.Coraz bardziej gnębiło mnie uczucie zemsty nie mogłam nad tym
panować.Rozglądał się na około.A ja wpatrują się w ,każdy jego ruch.Szedł w moją stronę
ja stanęłam na przeciwko jego z pustym wzrokiem patrzałam się na jego wampirzą twarz
,która nie okazywała zainteresowania mną.
- Możesz się przesunąć ?-Powiedział od niechcenia.
Ja nie odpowiadałam.Koło mnie stało czerwone auto ,moje niewidzialne ręce podniosły
samochód i uniosły go do góry.Wyglądało to jakby samochód unosił się nad mną.
Ręce powoli chciały zrzucić na Senrie'go auto ,lecz ręce przypadkowo upuściły pół tono-
samochód na mnie.
(Senri ?)
sobota, 30 sierpnia 2014
piątek, 22 sierpnia 2014
Od Senrie'go - CD historii Lucy
- I jak ci poszło? - właśnie opierała się na czerwonej kanapie i powoli piła coś czerwonego w dość dużym kieliszku. - Szybko wróciłeś.
- Był zabity, nie musiałem nic robić. - usiadł koło niej - Więcej czasu dla nas.
Rima rzadko się uśmiechała, praktycznie w cale, jednak przy Senrim było to dla niej niemożliwe. Cieszyła się, że z nim jest. Przysunęli się do siebie i już miało coś się zdarzyć, kiedy to on to wszystko zepsuł. ON, czyli "IDOL", przyjaciel ze szkoły partnerów.
- SHIKI!!! - wpadł z uśmiechem do pokoju - Mam dla Ciebie kieliszek krwi z urodzin jednego z tutejszych bogaczy. Nie było cię, więc postanowiłem Ci wziąć! - postawił kieliszek na jego stole.
Para odsunęła się od siebie i ponurym wzrokiem wpatrywali się w kolegę.
- No co? Źle zrobiłem? - zawiódł się trochę, widząc to.
Shiki westchnął.
- Nie, bardzo Ci dziękuję, a teraz proszę Cię, żebyś już poszedł. - powiedział
- Oczywiście, życzę udanej nocy! - wyszedł
*******
Czerwono włosa dziewczyna wpatrywała się w okno, znajdującym się na 5 piętrze. Mimo, że było przyciemnione by nie wpuszczać światła i nic nie było przez nie widać, ona i tak z ukrycia patrzyła w tamte miejsce. Czekała aż on wyjdzie. Czekała by zemścić się za jego słowa.
Na samą tą myśl, na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech, w oczach pojawiła się ekscytacja, a z jej ust wydobywał się cichy śmiech.
(Lucy? ;d)
- Był zabity, nie musiałem nic robić. - usiadł koło niej - Więcej czasu dla nas.
Rima rzadko się uśmiechała, praktycznie w cale, jednak przy Senrim było to dla niej niemożliwe. Cieszyła się, że z nim jest. Przysunęli się do siebie i już miało coś się zdarzyć, kiedy to on to wszystko zepsuł. ON, czyli "IDOL", przyjaciel ze szkoły partnerów.
- SHIKI!!! - wpadł z uśmiechem do pokoju - Mam dla Ciebie kieliszek krwi z urodzin jednego z tutejszych bogaczy. Nie było cię, więc postanowiłem Ci wziąć! - postawił kieliszek na jego stole.
Para odsunęła się od siebie i ponurym wzrokiem wpatrywali się w kolegę.
- No co? Źle zrobiłem? - zawiódł się trochę, widząc to.
Shiki westchnął.
- Nie, bardzo Ci dziękuję, a teraz proszę Cię, żebyś już poszedł. - powiedział
- Oczywiście, życzę udanej nocy! - wyszedł
*******
Czerwono włosa dziewczyna wpatrywała się w okno, znajdującym się na 5 piętrze. Mimo, że było przyciemnione by nie wpuszczać światła i nic nie było przez nie widać, ona i tak z ukrycia patrzyła w tamte miejsce. Czekała aż on wyjdzie. Czekała by zemścić się za jego słowa.
Na samą tą myśl, na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech, w oczach pojawiła się ekscytacja, a z jej ust wydobywał się cichy śmiech.
(Lucy? ;d)
niedziela, 17 sierpnia 2014
Od Lucy-CD Historii Senri Shiki
-W ogóle nie jestem ''mutantem'' ,żyje jak każdy
mam po prostu takie moce jak ci nie pasuje to mnie
zabij...-Powiedziała złośliwie.
-Szkoda marować czasu na ciebie... -Odpowiedział jakby
chciał ,już zakączyć rozmowę.Lecz Lucy nie poddawała się.
-A ty myszlisz ,że jesteś najlepszy..? - mówiła ze łzami w oczach.
Ale on nie interesował się ją...Co ,ją wkurzyło.
Lucy wzięła pistolet i skierowała na niego...
Lecz Shiki wytrącił jej broń.I delikatnie zranił
jej rękę...
-Ciesz się lepiej ,że masz lepsze życie ode mnie.Wiem ,że
jesteś Wampirem.-Shiki szedł do przodu nie zwracając uwagi
na Lucy.
-Shiki?
mam po prostu takie moce jak ci nie pasuje to mnie
zabij...-Powiedziała złośliwie.
-Szkoda marować czasu na ciebie... -Odpowiedział jakby
chciał ,już zakączyć rozmowę.Lecz Lucy nie poddawała się.
-A ty myszlisz ,że jesteś najlepszy..? - mówiła ze łzami w oczach.
Ale on nie interesował się ją...Co ,ją wkurzyło.
Lucy wzięła pistolet i skierowała na niego...
Lecz Shiki wytrącił jej broń.I delikatnie zranił
jej rękę...
-Ciesz się lepiej ,że masz lepsze życie ode mnie.Wiem ,że
jesteś Wampirem.-Shiki szedł do przodu nie zwracając uwagi
na Lucy.
-Shiki?
Od Senri Shiki - CD historii Lucy
Rima zaczęła piorunować wzrokiem czerwonowłosą dziewczynę, za to Senri nic sobie z tego nie robił. Właściwie nic go nie obchodziło. No może jedna rzecz...A raczej ktoś: Rima Toya -najwspanialsza osoba którą zna. Ta która motywowała go do walki ze swoim ojcem i w końcu wyrzucił go ze swojego ciała. Nie lubi myśleć o tym, co zrobił jego ojciec przez ten czas. Nie lubił myśleć o tym, że tak skrzywdził jego przyjaciół, tym bardziej ją.
- Ludzie...-prychnęła i oparła się o ramię swojego partnera - Kolejna fanka, która udając, że się potyka "niechcący" cię pocałowała, czy na prawdę te istoty są takie niezdarne?
Spojrzała na jego czerwony policzek.
- Głupia, głupia dziewucha - pomyślała i jednym dotknięciem sprawiła, że czerwień zniknęła.
- Niedługo 12, trzeba powoli się zbierać. - stanął i popatrzył na słodką, czerwoną parasolkę. Jest Vampirem, nie lubi przebywać na słońcu, jak każdy inny. Jednak dzięki niej, razem ze swoją partnerką może co jakiś czas wyjść na dzienne słońce.
- Po za tym... - w jego głosie było słychać niedoczekanie - Dziś dzień prawdziwego karmienia. Rima, wreszcie dostaniemy prawdziwą krew.
Oboje oblizali swoje wargi, lekko przy tym pokazując swoje kły. Przez długi czas przez głupie prawo nie mieli dostępu do krwi, musieli pić tą nieprawdziwą. Nie przypominała wcale tej prawdziwej. Teraz...Gdy na tron wszedł ktoś inny, wszystko się zmieniło. Uprowadzono kilku "karmicieli". 1 karmiciel na 10 wampirów dziennie. Jest to bezpieczne, gdyż krew karmiciela nigdy nie jest dopijania do końca i na następny dzień ma znów dość dużą porcje krwi by znów wykarmić wampiry.
Ruszyli w stronę ich mieszkania.
22.22 - park
- ul. Nilibamba, stary kościół. Znajduję się tam wampir poziomu E. Powodzenia - w jego słuchawce rozległ się kobiecy, melodyjny głos urzędniczki, który po chwili przemienił się w ciche "Pip, pip" oznaczające koniec informacji.
- Zgaduję, znów musisz upolować jakiegoś wampira? - westchnęła Rima - Czy nigdy nie dadzą Ci spokoju?
Senri jest łowcą wampirów, które dostały szału i zabijały wszystkich i wszystko w okół, nieustannie pragnąć krwi. Tak zwany poziom E.
- Niestety, niedługo do Ciebie wrócę - szybko pocałował ją w policzek i zaczął iść w stronę kościoła. Akurat musiał tam...
22.35 - kościół
Z czubków palców wskazujących wyskoczyły baty. Pełne przygotowanie. Wyważył drzwi, przygotowany na atak, ale gdy już wszedł ujrzał wampira poziome E na podłodze. Swoimi batami podniósł go i podszedł bliżej. Martwy.
- Kim ty jesteś?! - za sobą usłyszał czyiś głos i ruch, który zaraz miał zadać mu cios. Zirytowany puścił ciało odwrócił się i schwytał jej ręce. 4 ręce.
- Znów jakiś mutant, czy ludziom nigdy nie znudzi się eksperymentować? - pomyślał i westchnął - Mają skażoną krew, są nie potrzebne.
- To ty. - spojrzała na niego wrogo
- Och, nie moja wina, że na mnie wpadłaś. -zaczął iść, nadal trzymając ją w batach - Nie trzeba było być takim niezdarnym. I dzięki za zabicie go - wskazał palcem na ciało - mam więcej czasu dla Rimy, żegnaj.
Wyszedł z kościoła, a jego krew zaczęła do niego powracać. Dziewczyna znów była uwolniona. Zaczęła za nim iść.
(Lucy?)
Od Lucy
W domu Lucy panował półmrok. Gdzieniegdzie widać było blade promienie
padające na podłogę, która nie była już błyszcząca jak kiedyś.
Słychać było również czasem krople deszczu spadające z dziurawego
sufitu, które wiecznie kapały na ,głowę Lucy, chociaż ,był to słoneczny
dzień bez deszczu. Spoglądała ciągle to na ściany, to na sufit.
Powoli zbliżała się do drzwi wyjściowych złapała za klamkę i ją przekręciła.
Wyszła z domu powolnym krokiem.Na prawo ,było widać bawiące się dzieci
w słońcu spoglądające na nią.A na lewo było widać cichy i spokojny park.
Ruszyła w stronę parku z opuszczoną głową.Podniosła głowę i nikogo nie widziała
chociaż słyszała przerażone krzyki dziewczyny.Pobiegła z tymi krzykami
nagle wpadł na nią chłopak.
Lucy chciała do niego bliżej podejść ,lecz potknęła
się o kamień i przypadkowo pocałowała go...Szybko oderwała się od
pocałunku.Popatrzała mu się w oczy i uderzyła go z całej siły w prawy
policzek.Odwróciła się i zaczeła uciekać do domu...
-Senri ?
padające na podłogę, która nie była już błyszcząca jak kiedyś.
Słychać było również czasem krople deszczu spadające z dziurawego
sufitu, które wiecznie kapały na ,głowę Lucy, chociaż ,był to słoneczny
dzień bez deszczu. Spoglądała ciągle to na ściany, to na sufit.
Powoli zbliżała się do drzwi wyjściowych złapała za klamkę i ją przekręciła.
Wyszła z domu powolnym krokiem.Na prawo ,było widać bawiące się dzieci
w słońcu spoglądające na nią.A na lewo było widać cichy i spokojny park.
Ruszyła w stronę parku z opuszczoną głową.Podniosła głowę i nikogo nie widziała
chociaż słyszała przerażone krzyki dziewczyny.Pobiegła z tymi krzykami
nagle wpadł na nią chłopak.
Lucy chciała do niego bliżej podejść ,lecz potknęła
się o kamień i przypadkowo pocałowała go...Szybko oderwała się od
pocałunku.Popatrzała mu się w oczy i uderzyła go z całej siły w prawy
policzek.Odwróciła się i zaczeła uciekać do domu...
-Senri ?
sobota, 16 sierpnia 2014
Od Lucy - CD Historii Mei Misaki
Lucy została z tym wszystkim sama.Nie miał jej nikt wysłuchać
nikt nie wiedział, co przeżyła na tym świecie.Wszyscy uznali
ją za ,niebezpieczną.Nagle słabe echo rozchodzi się po ,całym
budynku .Co zmartwiło Luc...Po chwili zauważyła ,że ktoś szarpię za klamkę.
W pokoju w którym była zamknięta.Lucy siedziała cicho obawiając się ,że ktoś ją zabije.
Lecz to była tylko Mei kiedy weszła do pokoju spytała się
-I co, miło cierpieć jak twoje ofiary? Czy tak ciężko to przerwać...? - Przybliżała się do niej powolnym krokiem.
Lucy odpowiedziała:
-Mogę ci opowiedzieć dlaczego taka jestem...-Mówiła ze łzami w oczach.Mei popatrzała się na
nią i ulitowała się nad Lucy.Pokiwała lekko głową i usiadła na przeciwko Lucy.
Ona pokazuje jej kartkę z jej historią:
Historia rozpoczyna się od pokazania nam młodej dziewczyny
o imieniu Lucy, uciekającej w dziwnych okolicznościach z umieszczonego
na wyspie u wybrzeży Kamakury laboratorium naukowego. Dziewczyna wydostaje
się stamtąd, zabijając przy tym dużą liczbę strażników przy użyciu swych
nadprzyrodzonych mocy. Trafiona kulą z karabinu przeciwczołgowego w dziwny
hełm, który ma na głowie, wpada z klifu do wody, dzięki czemu wydostaje się z
wyspy. Lucy jest Dicloniusem – istotą podobną do człowieka, mającą jednak na
głowie dwa małe rogi, przypominające nieco kocie uszy. Dicloniusy zawdzięczają
telekinetyczne moce „vectorom” – wyrastającym im z pleców niewidzialnym ramionom,
stanowiącym potężną broń.Dzień po ucieczce Lucy chłopak o imieniu Kouta
przybywa do Kamakury, by spotkać się ze swą kuzynką, Yuką. Chce on
studiować w lokalnym uniwersytecie, dostaje więc zakwaterowanie w postaci
starego zajazdu należącej do rodziny Yuki pod warunkiem spełniania w nim
obowiązków dozorcy. Gdy chłopak w końcu spotyka kuzynkę, udaje się wraz z nią
na plażę, którą ostatnio odwiedzał, gdy był jeszcze dzieckiem. Dwójka bohaterów
nieoczekiwanie znajduje nad brzegiem morza nagą, krwawiącą dziewczynę. Jest nią Lucy,
która w wyniku urazu głowy spowodowanego postrzeleniem wykształciła w sobie podwójną
osobowość. W przeciwieństwie do okrutnej i wręcz sadystycznej Lucy jej druga osobowość
jest niezwykle łagodna, nieszkodliwa i na początku niebędąca w stanie wymówić niczego
poza „Nyū”. Nie wiedząc co z nią zrobić, Kouta i Yuka biorą dziewczynę do opustoszałego
hotelu, w którym odtąd ma mieszkać chłopak, i opiekują się nią, nadając jej
imię Nyū. Yuka szybko decyduje, iż najlepiej będzie, jeśli zamieszka w
zajeździe razem z kuzynem i Nyū.Kouta, Nyū i Yuka zaczynają przyzwyczajać się do
mieszkania w zajeździe, a główna bohaterka zaczyna pogłębiać stłumione w Koucie bolesne
wspomnienia z jego przeszłości. Tymczasem laboratorium, gdzie Lucy była przetrzymywana,
zaczyna wysyłać zarówno ludzi, jak i Dicloniusy, których celem jest schwytanie dziewczyny.
Kiedy zabito Kouta.Lucy stała się nie bezpieczna.Pragneła zęmsty.
-Mei ?
nikt nie wiedział, co przeżyła na tym świecie.Wszyscy uznali
ją za ,niebezpieczną.Nagle słabe echo rozchodzi się po ,całym
budynku .Co zmartwiło Luc...Po chwili zauważyła ,że ktoś szarpię za klamkę.
W pokoju w którym była zamknięta.Lucy siedziała cicho obawiając się ,że ktoś ją zabije.
Lecz to była tylko Mei kiedy weszła do pokoju spytała się
-I co, miło cierpieć jak twoje ofiary? Czy tak ciężko to przerwać...? - Przybliżała się do niej powolnym krokiem.
Lucy odpowiedziała:
-Mogę ci opowiedzieć dlaczego taka jestem...-Mówiła ze łzami w oczach.Mei popatrzała się na
nią i ulitowała się nad Lucy.Pokiwała lekko głową i usiadła na przeciwko Lucy.
Ona pokazuje jej kartkę z jej historią:
Historia rozpoczyna się od pokazania nam młodej dziewczyny
o imieniu Lucy, uciekającej w dziwnych okolicznościach z umieszczonego
na wyspie u wybrzeży Kamakury laboratorium naukowego. Dziewczyna wydostaje
się stamtąd, zabijając przy tym dużą liczbę strażników przy użyciu swych
nadprzyrodzonych mocy. Trafiona kulą z karabinu przeciwczołgowego w dziwny
hełm, który ma na głowie, wpada z klifu do wody, dzięki czemu wydostaje się z
wyspy. Lucy jest Dicloniusem – istotą podobną do człowieka, mającą jednak na
głowie dwa małe rogi, przypominające nieco kocie uszy. Dicloniusy zawdzięczają
telekinetyczne moce „vectorom” – wyrastającym im z pleców niewidzialnym ramionom,
stanowiącym potężną broń.Dzień po ucieczce Lucy chłopak o imieniu Kouta
przybywa do Kamakury, by spotkać się ze swą kuzynką, Yuką. Chce on
studiować w lokalnym uniwersytecie, dostaje więc zakwaterowanie w postaci
starego zajazdu należącej do rodziny Yuki pod warunkiem spełniania w nim
obowiązków dozorcy. Gdy chłopak w końcu spotyka kuzynkę, udaje się wraz z nią
na plażę, którą ostatnio odwiedzał, gdy był jeszcze dzieckiem. Dwójka bohaterów
nieoczekiwanie znajduje nad brzegiem morza nagą, krwawiącą dziewczynę. Jest nią Lucy,
która w wyniku urazu głowy spowodowanego postrzeleniem wykształciła w sobie podwójną
osobowość. W przeciwieństwie do okrutnej i wręcz sadystycznej Lucy jej druga osobowość
jest niezwykle łagodna, nieszkodliwa i na początku niebędąca w stanie wymówić niczego
poza „Nyū”. Nie wiedząc co z nią zrobić, Kouta i Yuka biorą dziewczynę do opustoszałego
hotelu, w którym odtąd ma mieszkać chłopak, i opiekują się nią, nadając jej
imię Nyū. Yuka szybko decyduje, iż najlepiej będzie, jeśli zamieszka w
zajeździe razem z kuzynem i Nyū.Kouta, Nyū i Yuka zaczynają przyzwyczajać się do
mieszkania w zajeździe, a główna bohaterka zaczyna pogłębiać stłumione w Koucie bolesne
wspomnienia z jego przeszłości. Tymczasem laboratorium, gdzie Lucy była przetrzymywana,
zaczyna wysyłać zarówno ludzi, jak i Dicloniusy, których celem jest schwytanie dziewczyny.
Kiedy zabito Kouta.Lucy stała się nie bezpieczna.Pragneła zęmsty.
-Mei ?
Od Mei Misaki - CD historii Lucy
Szarość, wszędzie otaczała ją szarość. Przez nieliczne okna wpadało światło, co sprawiało, że metal zaczął się błysnąć i oślepiać Mei. Wszystko było tu z tego materiału, wszystko.
- Co to za miejsce? - pomyślała, starannie badając teren.
Budynek stał dość daleko za miastem, starannie ukryty przed oczami gapiów. Otaczały go liczne drzewa, tworzące mieszany las, a całość chroniła rzeka. Kto chciał się tu dostać, to miał 2 opcje:
•Przepłynąć rzekę;
•Przelecieć przez nią.
Ale nie, wyspa została wyposażona w ogrom pułapek. Ktoś, kto nie zapoznał się z terenem, bądź nie jest ostrożny i nie zna się na nich, został by złapany i zabity przy pierwszym stawionym krokiem na ziemi. Jakimś cudem dziewczynie udało się nie natrafić na żadną, gdy szła po cichu śladami mężczyzny.
Teraz, gdy mężczyzna już poszedł, Mei usiadła na jednym schodku i przyglądała się otoczeniu. Nie pomagała Lucy.
-WYPUŚĆ MNIE, TY, TY...WSTRĘTNY...! - co jakiś czas dochodziły do niej jej wrzaski, ale ona siedziała i nic nie robiła.
Co by za to miała? Co by było jak by ją wypuściła? Jest niebezpieczna dla ludzi, może pozabijać mieszkańców jej miasta, jej rodzinę... Nie lubiła kiedy ktoś ginie. Przez to cierpi wiele osób, a ta jedna osoba traci swoją jedyną szanse na życie.
Wie jak to cierpieć, współczuję więc osobą, którzy doświadczają tego co ona.
Wreszcie podeszła do pomieszczenia w której siedziała. Lucy usłyszała to i ponownie zaczęła się szarpać i krzyczeć.
- UWOLNIJ MNIE LEPIEJ, TO BĘDĘ DELIKATNIEJSZA, GDY CIĘ JUŻ DORWĘ! - potem zaśmiała się szyderczym śmiechem - Boisz się mnie i chcesz mnie unicestwić? Nie dasz rady!
Jej śmiech zaczął roznosić się po całym budynku.
Za dużo energii do zabijania, Mei była zirytowana jej zachowaniem.
- To co czynisz jest złe. - wreszcie odezwała się swoim cichym głosem - Każda istota zasługuję na życie, a ty im to zabierasz. Czemu? Bo stało się coś złego i od razu musisz sprawiać by inni też cierpieli. Bez powodu.
- Mei? - jej głos momentalnie zrobił się przytulny - ale nie szczery - Nie wygaduj takich bzdur, a teraz jak możesz, wypuść mnie...
Nie odpowiedziała, zaczęła się oddalać od Lucy.
- Mei? Gdzie idziesz, po jakiś klucz, czy coś? - przeraziła się na myśl, że ją zostawi - MEI?!
- Nie pomogę Ci. Nie zasługujesz na wolność. - powiedziawszy to, wyszła.
(Lucy?)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
